Od Tallina po Sztokholm

W dniach 20 – 25 września 2026 r.  klasy II A, II D, II B, III E, IV B wraz z opiekunami poznawały dziedzictwo narodowe, historię, zabytki i kulturę Estonii, Finlandii, Szwecji i Łotwy.

Tallin – czyli średniowiecze, kilometry i wielkie wejście na prom
Naszą przygodę rozpoczęliśmy od przyjazdu do Tallina – miasta, w którym średniowieczne uliczki wyglądają tak, jakby ktoś zapomniał je zaktualizować do XXI wieku. I całe szczęście!
Ruszyliśmy na piesze zwiedzanie malowniczego Starego Miasta. Najpierw zdobyliśmy Górne Miasto, czyli Wzgórze Toompea. Było trochę pod górkę, ale perspektywa oglądania Tallina z wysokości skutecznie motywowała do dalszej wędrówki.
Po drodze zobaczyliśmy imponujący zamek z wieżą Długi Herman, który najwyraźniej od wieków pilnuje, żeby nikt nieproszony nie wszedł do miasta. Następnie odwiedziliśmy katedrę Aleksandra Newskiego oraz katedrę Domska – miejsca pełne historii, pięknej architektury i zdecydowanie większej liczby zdjęć niż początkowo planowaliśmy.
Nie zabrakło również średniowiecznych atrakcji militarnych: baszty Kiek in de Kök oraz murów miejskich. Spacerując wśród dawnych fortyfikacji, można było poczuć się jak rycerz… 
Następnie zeszliśmy do Dolnego Miasta, gdzie czekał na nas urokliwy rynek, ratusz, kolorowe kamieniczki oraz kolejne fragmenty miejskich obwarowań. Tallin zdecydowanie udowodnił, że potrafi wyglądać jak gotowa scenografia do filmu o rycerzach, księżniczkach i smokach.
Po intensywnym zwiedzaniu nadszedł czas na zmianę środka transportu. Zaokrętowaliśmy się na prom, co oznaczało jedno: koniec chodzenia i początek kolejnego etapu przygody.
Na promie czekała na nas obiadokolacja w formie bogatego bufetu szwedzkiego. Jedzenia było tak dużo, że trudno było zachować zdrowy rozsądek. 
Po kolacji prom wyruszył w kierunku Sztokholmu, a my rozpoczęliśmy wieczór pełen rozrywki. Były występy artystów, muzyka i tańce. Po całym dniu zwiedzania okazało się, że zapas energii jednak gdzieś się jeszcze znalazł – szczególnie na parkiecie.


Sztokholm – czyli królewska historia, okręt z dna i wieczór na Viking Glory
Dzień rozpoczęliśmy od śniadania na statku, które było doskonałą okazją, żeby uzupełnić energię przed kolejną porcją zwiedzania. Po posiłku mogliśmy już spokojnie wyglądać przez okna i wypatrywać Sztokholmu.
W końcu przypłynęliśmy do stolicy Szwecji, a po wyokrętowaniu ruszyliśmy na podbój miasta. Na początek zobaczyliśmy ratusz miejski – imponujący budynek, w którym co roku odbywa się bankiet po wręczeniu Nagród Nobla. Można więc było przez chwilę poczuć atmosferę wielkiej nauki i wielkich odkryć. My co prawda żadnej nagrody nie odebraliśmy, ale za to zrobiliśmy sporo zdjęć.
Następnie przyszedł czas na Pałac Królewski, gdzie można było poczuć prawdziwie królewską atmosferę. Na chwilę każdy z nas mógł sobie wyobrazić, że zamiast zwykłego turysty jest członkiem szwedzkiej rodziny królewskiej. 
Kolejnym punktem programu była Gamla Stan, czyli przepiękne Stare Miasto. Wąskie uliczki, kolorowe kamieniczki i mnóstwo zakamarków sprawiły, że spacerowanie było prawdziwą przyjemnością. Oczywiście nie obyło się bez zdjęć – przecież trzeba było udokumentować, że naprawdę tam byliśmy.
Największą atrakcją dnia okazało się jednak Muzeum Vasa. Zobaczyliśmy XVII-wieczny okręt wojenny, który w 1628 roku zatonął podczas swojego pierwszego rejsu. Trzeba przyznać, że był to wyjątkowo krótki pierwszy rejs – statek dopiero wypłynął, a już wrócił… na dno. Na szczęście po ponad 300 latach Vasa została wydobyta i dziś można ją podziwiać w muzeum.
Po tylu atrakcjach przyszedł czas na szybką przekąskę. Szybką, bo Sztokholm miał jeszcze wiele do pokazania, a nasz program nie przewidywał długiej sjesty. Zresztą po całym dniu zwiedzania nawet niewielka kanapka potrafi smakować jak uczta królewska.
Wieczorem ponownie ruszyliśmy w stronę portu i zaokrętowaliśmy się na prom Viking Glory, którym mieliśmy popłynąć ze Sztokholmu do Turku.
Na pokładzie czekała na nas obiadokolacja i wieczór rozrywki. 

Turku i Helsinki – czyli dzień pełen historii, ryb i gigantycznych organów
Dzień rozpoczęliśmy od wczesnego śniadania na statku. Wczesnego naprawdę bardzo wczesnego – takiego, przy którym człowiek jeszcze przez chwilę zastanawia się, czy to na pewno już rano. 
Po śniadaniu przypłynęliśmy do Turku, najstarszego miasta Finlandii i jej historycznej stolicy. Po wyokrętowaniu ruszyliśmy na spacer po starówce, gdzie historia dosłownie czaiła się za każdym rogiem.
Pierwszym punktem programu był zamek Turun Linna – potężna średniowieczna budowla, która pamięta czasy, gdy w XVI wieku Turku było siedzibą Jana III Wazy i jego żony Katarzyny Jagiellonki. Można więc powiedzieć, że spacerowaliśmy śladami prawdziwie królewskiej pary..
Następnie zobaczyliśmy gotycką katedrę oraz główny plac targowy. Po dawce historii przyszedł czas na przejazd do Helsinek – współczesnej stolicy Finlandii.
W Helsinkach rozpoczęliśmy zwiedzanie od alei Mannerheima i imponującego budynku Parlamentu. Następnie udaliśmy się do Parku Sibeliusa, gdzie czekała na nas jedna z najbardziej nietypowych atrakcji – pomnik fińskiego kompozytora Jeana Sibeliusa. Monument przypomina gigantyczne organy, co zdecydowanie pokazuje, że pomnik kompozytora wcale nie musi być nudnym posągiem siedzącego pana.
Później ruszyliśmy na spacer po centrum Helsinek. Zobaczyliśmy Plac Senacki z imponującą Katedrą Luterańską i pomnikiem cara Aleksandra II, a także robiący ogromne wrażenie prawosławny Sobór Uspienski. Odwiedziliśmy również Bibliotekę Oodi – niezwykle nowoczesny budynek, który szybko udowodnił nam, że biblioteka wcale nie musi kojarzyć się z ciszą, regałami i surowym zakazem rozmawiania.
Wieczorem zaokrętowaliśmy się na prom płynący z Helsinek do Tallina. 

Tallin i Ryga – czyli ostatni prom, dużo historii i wielki finał w Lido
Po nocy spędzonej na pokładzie promu Viktoria I przypłynęliśmy do Tallina. Dzień rozpoczęliśmy od śniadania, które miało jedno podstawowe zadanie – dostarczyć nam energii przed kolejną porcją zwiedzania, a następnie wyruszyliśmy w podróż do Rygi.
Po dotarciu do stolicy Łotwy rozpoczęliśmy zwiedzanie Starego Miasta. Na początek zobaczyliśmy imponujący kościół św. Piotra, którego wieża zdecydowanie przypominała, że w średniowieczu również lubiano budować „trochę wyżej, niż jest to konieczne”.
Następnie przyszła kolej na Dom Bractwa Czarnogłowych – niezwykle reprezentacyjny budynek, który wygląda tak, jakby jego właściciele urządzali spotkania wyłącznie przy świecach, w strojach galowych i przy bardzo poważnych minach.
Zobaczyliśmy także ratusz, protestancką katedrę NMP, będącą największym kościołem w krajach bałtyckich, oraz Plac Katedralny. Spacerując po mieście, podziwialiśmy również piękny zespół średniowiecznych kamieniczek. Wąskie uliczki i zabytkowa zabudowa sprawiały, że momentami można było zapomnieć, że jesteśmy w XXI wieku.
Kolejnym punktem programu był Zamek Ryski, a następnie Parlament, mieszczący się w dawnym budynku rycerstwa inflanckiego. Trudno było nie pomyśleć, że jeszcze chwila i ktoś wyskoczy zza rogu w zbroi, na koniu i z bardzo ważną wiadomością dla całego królestwa.
Nie zabrakło także fragmentów dawnych murów obronnych z Basztą Prochową. 
Po intensywnym zwiedzaniu przyszedł jednak czas na kolejną część programu – obiadokolację w samoobsługowej restauracji Lido. Po całym dniu spacerowania i podziwiania zabytków wszyscy z ogromnym entuzjazmem ruszyliśmy w stronę jedzenia, bo przed nami jeszcze całonocna podróż do domu.

Bądź z nami

 

      V Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Romualda Traugutta w Radomiu